Palmiarnia w Wałbrzychu
Wybudowana została w latach 1911 - 1914, z polecenia księcia pszczyńskiego Jana Henryka XV Hochberga. Zajmuje powierzchnię 1900 metrów kwadratowych. Znajduje się w niej około 80 gatunków roślin z całego świata. Zobaczyć tu można między innymi: bielunia, oleandra, dracenę, araukarię, różne gatunki palm, kaktusów, cytrusów. Ciekawostką jest to, że ściany wewnętrzne palmiarni wyłożone są tufem wulkanicznym pochodzącym z wulkanu Etna.
Ślub Marii Teresy Cornwallis-West, zwanej pieszczotliwie Daisy (ang. stokrotka) z Janem Henrykiem XV von Pless, spadkobiercą fortuny Hochbergów, był wydarzeniem, o którym mówiło się w całej Europie u końca XIX wieku. 8 grudnia 1891 roku do kościoła św. Małgorzaty w Westminsterze przybyło wiele wybitnych osobistości, m.in. książę Walii, późniejszy król Edward VII. Świątynia przybrana została palmami, a prezbiterium i ołtarz tonęły w białych kwiatach. Ślubną wiązankę panny młodej zrobiono - jak kazała tradycja - z kwiatu pomarańczy.
Książę od razu zauważył mnogość pięknych roślin i zachwyt, jakim darzyła je Daisy. Prawdopodobnie to właśnie wtedy postanowił obdarować swoją piękną żonę wyjątkowym prezentem.
Rośliny rosną na lawie
Z realizacją planów książę wstrzymywał się jednak przez siedem lat. Ten czas państwo młodzi spędzali głównie na egzotycznych podróżach do najodleglejszych zakątków świata.
- W 1898 roku książę rozpoczął w końcu budowę palmiarni. Ulokowano ją nieopodal zamku Książ, na terenie wioski Lubiechów - opowiada Irena Troska, przewodniczka po zamku i palmiarni.
Budowa trwała ponad 10 lat. Na powierzchni 1900 metrów kwadratowych, oprócz palmiarni, wzniesiono również cieplarnie, ogrody utrzymane w stylu japońskim, rosarium, ogród owocowo-warzywny i obszar pod uprawę krzewów. Centralną częścią obiektu był 15-metrowy przeszklony budynek, w którym zasadzono palmy daktylowe. Całość została otoczona jednokondygnacyjnymi oranżeriami. Na dachu palmiarni utworzono niewielką galeryjkę widokową. Można z niej było podziwiać panoramę okolicy. Najbardziej niezwykły był jednak budulec, którym wyłożono wnętrze palmiarni.
- Książę sprowadził z Sycylii siedem wagonów kolejowych, wypełnionych zastygłą lawą z wulkanu Etna - mówi Irena Troska. - Duże kawały tufu wulkanicznego budowniczy rozbijali na mniejsze i tworzyli z nich groty, wodospady oraz ściany z kieszeniami dla roślin.
Na wagę złota
Koszt całego przedsięwzięcia zamknął się w astronomicznej kwocie siedmiu milionów marek w złocie. Książę Hochberg von Pless, właściciel jednego z największych majątków ówczesnej Europy, mógł sobie jednak na taki wydatek pozwolić.
Prezent zauroczył Daisy. Natychmiast do Książa sprowadziła angielskich ogrodników i rozpoczęła zmianę wyglądu otaczających zamek tarasów i parku. Ogrody, utrzymane dotychczas w stylu francuskim, zastąpiła angielskimi. Pojawiły się ogromne ilości uwielbianych przez Daisy rododendronów. Sadzonki krzewów i roślin służących do zmiany wystroju zamkowego otoczenia dostarczała palmiarnia. Była ona również źródłem świeżych warzyw i owoców dla książęcej kuchni. Hochbergowie nie musieli już sprowadzać winogron, mandarynek i pomarańczy z południa kontynentu. Przez cały rok mieli również świeże pomidory, ogórki i kalafiory. Oczkiem w głowie księżnej pozostawało jednak w palmiarni rosarium. Uprawiano w nim m.in. róże o śnieżnobiałych płatkach, nazwane Daisy. Ich urodą księżna nie zamierzała cieszyć się sama. Niemal od początku istnienia palmiarni, obiekt był udostępniany zwiedzającym. Księżna organizowała również słynne do dziś wystawy kwiatów: wiosenną w maju i jesienną, dalii, we wrześniu.
Odwzajemniona miłość
Małżeństwo Daisy i księcia von Pless przetrwało tylko do 1923 roku. Mimo rozwodu, księżna nadal otaczała swoją ukochaną palmiarnię opieką i często zapraszała do niej gości, m.in. księżne: Potocką i Czartoryską. Spacerów wśród egzotycznej roślinności nie zaprzestała nawet po wybuchu wojny, mimo stale pogarszającego się stanu zdrowia.
- Od nieżyjących już pracownic palmiarni słyszałam, że jeszcze w 1940 roku wsparta o laskę księżna, korzystając z pomocy swojej służącej, przechadzała się wśród palm - opowiada Irena Troska.
Rok później Daisy została wysiedlona przez hitlerowców z Książa i przeniesiona do willi w Wałbrzychu. Również tam pamiętali o niej ogrodnicy. Teren wokół willi obsadzono rododendronami, natomiast w pokojach zawsze były świeże kwiaty. Szczególnie dużo przysłano ich z palmiarni 28 czerwca 1943 roku, w dniu 70. urodzin księżnej. Dzień później księżna cierpiąca od wielu lat na stwardnienie rozsiane zmarła. W dniu pogrzebu Daisy kaplica grobowa Hochbergów w Książu tonęła w kwiatach przywiezionych z palmiarni.
Do dziś w Lubiechowie rosną pochodzące z czasów księżnej palmy daktylowe i krzew winorośli. Niestety, po pięknym rosarium pozostały jedynie fotografie. Nadal jednak w światowych katalogach kwiatów można odnaleźć białą różę Daisy.
tekst pochodzi z Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

